
(Na melodię: Kazik 100 000 000)
“Wstałem dziś, tak jak zwykle, o 4:30
Jeszcze szaro za oknami, dymy snują się po mieście
Zjadłem to co zwykle, jak zwykle się nie myłem
Wyszedłem z domu, na autobus zaczekałem
Gdy autobus przyjechał, ledwo wlazłem do środka
Tą linią kazdy na Arsenał jechał, kogom ja nie spotkał…”
Początek był cięzki…
Pora mało ciekawa, perspektywa 5h w autobusie z piskaczami też niedawała nam powodów do optymizmu. Ale ku naszemu zaskoczeniu podróż minęła szybko (przynjamniej mi). Podjechaliśmy pod sam Pałac Kultury i tam rozpoczeliśmy nasz najazd na stolicę. Na początek zanieślimy nasze manele do GKi, żeby łatwiej móc podbijać warszawskie ulice. Przed GKą udaliśmy się do składnicy, aby pewna dh. mogła zakupić pewne słynne “spodenki”
Po zrzuceniu się, ruszyliśmy do muzeum Powstania Warszawskiego. Ilość rzeczy, których tam nie zdążyliśmy zobaczyć świadczy tylko o tym, żeby nie rozpisywać się nad tym długo. Miejsce te polecamy każdemu, jednak niech zaplanuje na nie tak z dobre pół dnia. W drodze do Muzeum wpadliśmy również na świetny kebaby do jednej z knajpek. Po obejrzeniu Muzeum, zakotwiczyliśmy się jeszcze na chwilę w Złotych Tarasach na wyśmienitych lodach i wyruszyliśmy do GKi po toboły, a następnie do naszej bazy - II LO im. Batorego. Na miejscu od razu na nas
czekał blok powitalny, różnego rodzaju zabawy i zadania integracyjne. Potem prześliśmy do oglądania prezetnacji patroli. Okazało się, że nasza ekspresowo robiona prezentacja przez Cześka (chwała Ci za to), była pod względem prezentacyjnym najlepszą, aczkolwiek nie była na temat
Jednak z nami nie było najgorzej, w grupie, w której pracowałem, jedna z prezentacji jako jedyny pozytyw miała: ślaśki akcent prowadzącego i śląskie pochodzenie. Poziom i sens prezetnacji jak i zadań był tak wysoki jak “wysoka” jest głębokość Wisły w Warszawie. Po tym wszystkim udaliśmy się na paszę i później na zajęcia z cyklu, to co kto lubi najbardziej. Część z nas wybrała się na różnego rodzaju zabawy na salę gimnastyczną. Tam stawialiśmy czołom wielu spoconym wędrownikom i kolejnym, coraz bardziej chorym grą. Druga część naszej ekipy prowadziłą też nie lada wyczerpująca batalię. Grali w statki, zwycięzcą okazał się… Trepson, który po długim boju pokonał Włoska, Cześka i Ole (kolejność wg miejsc
). Dostaliśmy również informacje, że następnego dnia odbędzie się gra, która miała bardzo wiele wątków i punktów. Musieliśmy między innymi rozszyforwać pewne miejsca oraz dokładne współrzędne satelitarne. Dlatego też uruchomiliśmy googla oraz naszych ludzi w Amsterdamie (dzięki Grześ za pomoc
). W końcu poszliśmy spocząć na wieczorną impreze życia. I tak minął dzień pierwszy Rajdu. A Bóg wiedział, że to było dobre…
Dzień drugi zaczęliśmy z wielkim hukiem. Szybkie wstawanie i do boju. W takcie gry prowadziłem bloga, więc tu zamieszczam notatki z niego. Niestety nie wszystkie notatki są zamieszczone i kompletne, gdyż organizatorom padła sieć
dziki opuszczaja leze
28.03.2009 08:28
nastawienie bojowe, pogoda idealna. wkraczamy w dzungle. bez odbioru. dziki
wielki kwik
28.03.2009 08:51
czekamy na punkt specjalny 6, fajnie, ze go tu jeszcze nie ma, bo jest tu swietny plac zabaw i zdobywamy sprawnosc pajaka.
dziki chrum1
28.03.2009 09:32
po przeczesaniu malymi grzebykami parku ujazdowskiego nie odnalezlismy zoltego pudelka (moze jeszcze nie dotarlo). w zwiazku z tym szybkim dylizansem przybylismy pod GK zeby znalezc pkt 5. przeczolgalismy sie pod wszystkimi trzema lawkami, ale tu tez nie bylo zadnych zoltych pudelek. teraz z dzikim chrumem (bo czasu juz malo) lecimy na1 PK
dziki na wschodzie
28.03.2009 11:03
dziki ukonczyly punkt zwiazany z dzikim braterstwem na temat polskich harcerzy za granica, glownie ze wschodu. poznalismy najstarsza harcerke z bialorusi (stazem). poznalismy wiele przydatnych informacji i zbratalismy sie z harcerzami z bialorusi wysylajac pozdrowienia z arsenalu. zara
28.03.2009 14:57
po zabieganym ino, przyszla pora na pasze, ktora byla bardzo dobra. zmierzamy szybko na kolejny punkt
dziki porzadkowe
28.03.2009 15:46
wlasnie ukonczylismy punkt hsp i cytujac prowadzacego: “frajerami sa ci co nie wybrali tego punktu” zadzikowalismy tu wszystkich
dziki pod palacem
28.03.2009 16:17
odnalezlismy 2 punkt specjalny, niestety jajko bylo bez karteczki. ruszamy dalej
Podsumowując gra była chyba zbyt mało przemyślana i przez to mało przyjemna i co tym idzie edukacyjna, lecieliśmy przez Warszawę ciągle jak Burza, ganiając z jednego punktu na drugi. Ciekawym punktem było zakończenie gry, gdzie pod Pałacem Kultury zebrali się harcerze z ZHPu z ZHRu (którzy równo z nami mieli swój Rajd Meksyk) i podobno razem utworzyliśmy ogromną lilijkę. Myśmy tej lilijki nie widzieli, widzieliśmy tylko coś co przypominało krąg - chyba trochę nas za dużo było i nagłosnienie krzykaczką było za słabe.
Wieczorem padnięci przybyliśmy do naszej bazy na spotkanie z kombatantami. Fajnie było nawet dowidzieć się o tamtych czasach, jednak wolałbym tego słychać ze “zdrowym” umysłem, a nie padającym. Po spoktaniu i kominku zoorganizowaliśmy sobie m.in. fikoły, wielką sesję fotograficzną pięknego żyrandolu, wyjście na wieżę szkoły oraz wielki pojedynek pokemonów. Zajęcia były srogie, a turniej pokemonów był dobijający - pozdrowienia z tego miejsca dla Rzaby! Później też rozmawialiśmy długo z ludźmi ze szczepu Pomarańczarni, którzy zaskoczyli nas swoim funkcjonowaniem - szczep był jednocześnie ZHPowski i ZHRowski. Nasze gwie gwiazdeczki (ola i gizmuś) postanowiły nie spać przez całą noc… A co na to Pan Bóg?
Następnego dnia zrobiliśmy szybki wymarsz i poszliśmy obchodzić uroczystości 66 rocznicy Akcji pod Arsenałem. Najpierw Msza, potem uroczystości pod Grobem Nieznanego Żółnierza (połączone z oglądanie maratnu Warszawskiego) oraz defilada. Na końcu udaliśmy się pod Arsenał na uroczysty apel. Na nim okazało się, że zajeliśmy 3 miejsce w Rajdzie (wszyscy oprócz 1 osoby byliśmy bardzo zadowoleni
) i szybko pognaliśmy na obiad i na autobus do Opola. Po wejściu do autobusu okazało się, że pan kierwoca-pilot postanowił zwiększyć dochód swojej firmy poprzez przewiezenie ponadprogramowej liczby osób. Po pertraktacjach i upewnieniu się pana kierowcy, że popełnił błąd doszliśmy do wspólnego zdania i otrzymaliśmy należytą rehabilitację. Z wesołymi, zmęczonymi mordkami wróciliśmy do Opola. A Pan Bóg, wiedział, że to było dobre…